Rosie
Obudziły mnie promienie słońca,
przedostające się przez do połowy zasunięte żaluzje. Słyszałam ćwierkanie
ptaków, a delikatne podmuchy wiatru, które dało poczuć się przez uchylone okno,
owiewały moją twarz. Oczywiście, to wszystko było zbyt piękne, aby mogło być
prawdziwe. Już za chwilę drzwi otworzyły się z hukiem, a do pokoju wpadło
pięciu półnagich chłopaków. A może nie było to wcale takie złe?
Otworzyłam
jedno oko, nade mną pochylał się Harry, po cichu informując mnie o tym, że pora
wstawać. Jego oddech łaskotał mnie w skórę, co wywołało uśmiech na mojej
twarzy. Po chwili przed oczami błysnął mi wyświetlacz telefonu Liam’a, który
próbował uświadomić mi, że jesteśmy spóźnieni. Zayn rozmawiał przez telefon
przeglądając moje ubrania. Nie krępuj się, Malik. Niall zastanawiał się na
głos, którą bluzkę powinien dziś założyć, a Louis stał w drzwiach i patrzył na
całą sytuację z rozbawieniem. Jak ja kocham pobudki w tym domu.
- Rose, słuchasz mnie w ogóle? – głos Nialla wyrwał mnie z zamyślenia – Biała
czy czarna?
- Za piętnaście minut przyjedzie po nas samochód! – powiedział Liam. – Mamy
dzisiaj dużo pracy, więc pośpiesz się, Rosie!
- Rosalie, John chce się z tobą widzieć. Masz iść do jego biura, zaraz po
dotarciu do siedziby Modestu – poinformował mnie Zayn.
- Co chcesz na śniadanie? – zapytał Louis.
Wciąż
zaspana, wysłuchiwałam tego, co chłopcy mieli mi do powiedzenia. Natłok
wiadomości oraz poznanie dokładnych planów na dzisiaj sprawiły, że miałam
ochotę schować się pod kołdrą i nie wychodzić stamtąd aż do wieczora. Po
dogłębnym rozważeniu tej opcji, stwierdziłam iż żadne dzisiejszych wydarzeń
mnie nie ominie, więc nie ma sensu odkładać tego na później. Wysiliłam swój nie
do końca obudzony mózg i wypowiedziałam jedno, w miarę składne zdanie.
- Niall założ białą, Louis chcę cokolwiek, Zayn dzięki za uprzedzenie, Liam
zejdę za dziesięć minut.
Chłopcy
skinęli głowami i wyszli. Prawdopodobnie, nie spodziewali się, że pójdzie im ze
mną tak łatwo. Ostatnim razem, kiedy próbowali mnie obudzić, każdy z nich zyskał
kilka nowych siniaków, przez co od razu wybuchła afera. Ale kiedy to ja budzę
ich, narażając swoje biedne drogi oddechowe na ich poranne zapachy oraz
możliwość dostania kopniaka prosto w brzuch, nic złego się nie dzieje. Niech
żyje sprawiedliwość.
Dopiero
po chwili zorientowałam się, że w pokoju został tylko Harry. Rozglądał się,
jakby był bardzo zaciekawiony moją kolekcją szminek (na punkcie których miałam
małą obsesję) lub nie chciał złapać ze mną kontaktu wzrokowego. Kiedy
odchrząknęłam, wzdrygnął się, a jego palce zaczęły wydawać się mu najbardziej
ciekawą rzeczą na świecie. Denerwował się? Harry Zluzuj Majty Styles był
zdenerwowany? Niemożliwe.
- Coś się stało?
- Rosie, miałabyś może…chciała wybrać ze mną.. się na pizzę ze mną w piątek
może? – wydukał w końcu Harry i podrapał się po karku.
Moje
serce momentalnie zaczęło się topić, a w mojej głowie można usłyszeć było
głośne „aww”. Denerwował się, bo chciał
zaprosić mnie na randkę. To okropnie urocze! Miałam ochotę wykrzyknąć wielkie i
tłuste tak, ale na szczęście, dałam radę się opanować.
- Z przyjemnością wybiorę się z tobą na pizzę, Harry. – powiedziałam spokojnie.
Właśnie w takich chwilach, dziękowałam mamie za zapisanie mnie na kółko
teatralne.
- Naprawdę? – wyszczerzył się, a ja pokiwałam głową – Piątek, koło ósmej? –
zapytał wychodząc na korytarz
- Piątek, koło ósmej – uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi.
Przyszykowanie się do wyjścia
zajęło mi odrobinę więcej czasu niż przypuszczałam. Wzięłam szybki prysznic i
nałożyłam wcześniej przygotowane ubrania. W końcu doszło do czegoś, czego
najbardziej się obawiałam. Zaczęła się mordercza walka z eyelinerem.
Kiedy
po raz trzydziesty siódmy zmywałam krzywo narysowaną kreskę nad powieką, stwierdziłam
iż mam dość. Odłożyłam diabelski przedmiot i przeczesałam włosy palcami.
Wyciągnęłam czarną torbę, którą dostałam od mamy na Gwiazdkę i spakowałam do
niej wszystkie potrzebne rzeczy.
Wchodząc
do salonu zobaczyłam Zayn’a i Niall’a grających w fifę, którą swoją drogą
uwielbiałam. Liam i Louis sprzątali po śniadaniu, miło, że na mnie zaczekali.
Fakt, iż chłopcy byli bez koszulek, odrobinę mnie pocieszał. Po chwili obok
mnie stanął Harry, który gdy tylko zauważył pusty stół oraz opróżnione pudełko
z jego ulubionymi płatkami, zaczął krzyczeć.
- Trzeba było zejść wcześniej. – powiedział Louis kiedy brunet, po raz setny
tłumaczył mu, jak bardzo karygodne było ich zachowanie.
- Nie mogłem! Rose zajęła łazienkę. – rzekł, a po chwili zastanowienia wyszczerzył
się i zwrócił do mnie – Jak twój eyeliner?
- Bardzo śmieszne! – wystawiłam mu język i udałam obrażoną.
- Poproszę Lou, aby udzieliła ci kilku rad. Może uda ci się w końcu zrobić coś
z tym. – powiedział unosząc ręce w kierunku mojej twarzy.
- Jesteś niemożliwy! – funkęłam i wyrzuciłam ręce w powietrze - nie rozmawiam z
tobą - Harry zaśmiał się.
- Tylko się droczę. Jesteś piękna, nie potrzebujesz makijażu. – powiedział
obejmując mnie w tali i całując w nos.
- Powinienem być zazdrosny? – zapytał Lou i podał nam talerze z kanapkami.
Harry skinął głową i zaczął jeść śniadanie.
- Rose zdradza cię z twoim najlepszym kumplem. Trzymasz się jakoś, stary? –
zapytał Niall obejmując Louisa ramieniem.
- Pff, nie potrzebuję ich. Mam Zayn’a, prawda kochanie? – rzekł szczerząc się w
stronę mulata.
- Nie mieszaj mnie w to. – odpowiedział Malik i wyszedł z pomieszczenia z
telefonem przy uchu.
Może
to było odrobinę dziwne, ale przyzwyczailiśmy się już do takiego zachowania
Zayn’a. Nie zdarzało się ono często i tylko w jednym wypadku: odwiedzinach Perrie.
Dopiero po
chwili zorientowałam się, że wciąż stoję pośrodku salonu z talerzem kanapek w
ręku. Podeszłam do stołu i usiadłam obok mojego najlepszego przyjaciela.
Wiecie
co jest lepsze od kanapek z nutellą? Obserwowanie Harry’ego kiedy je zjada.
Połowa czekolady, która znajdowała się na pieczywie, była teraz na twarzy
uśmiechniętego Styles’a. Wybuchłam
śmiechem, a kiedy chłopak zrozumiał o co chodzi, dołączył do mnie.
Po kilkunastu minutach byliśmy
już w drodze do siedziby Modestu. Jazda minęła dość spokojnie (co w przypadku
chłopaków było bardzo rzadkie), nie licząc małej sprzeczki o to, kto z nas ma
jechać z przy oknie. Na szczęście udało mi się usiąść pomiędzy Zayn’em a
Liam’em. Każdy z nich skupiony był na swoim telefonie, więc wiedziałam, że nie
będą mnie dźgać w żebra (co wręcz uwielbiali).
Kiedy
zorientowałam się, że jesteśmy już w budynku, chłopcy byli w drodze na
comiesięczną naradę z ludźmi od marketingu. Układanie planu prób, wybieranie
piosenek do nowego albumu, ostateczne poprawki
nagraniach, przygotowywanie do koncertów. Jedna wielka masakra.
Z
zamyślenia wyrwał mnie głos Kevina – stażysty, który bardzo głośno rozmawiał
przez telefon. Serio, powinien mówić ciszej, miałam w nosie hemoroidy jego
siostry.
Usiadłam
na jednej z czarnych kanap znajdujących się naprzeciwko wind i zaczęłam
zastanawiać się po co John chce mnie widzieć. Myślałam, że wszystko ustaliliśmy
tydzień temu. Dokładnie znałam swoje obowiązki i póki co, szło mi całkiem
nieźle. Na szczęście moja rola polegała tylko na wyglądaniu przyzwoicie,
trzymaniu Louis’a za rękę oraz wymienianiu się z nim pocałunkami w policzek od
czasu do czasu. Szczerze? Lubiłam moją pracę. Doskonale zdawałam sobie sprawę,
że oszukujemy kilka milionów ludzi i że prawdopodobnie pójdę za to do piekła
(które na sto procent zafundują mi fanki chłopaków jeszcze za życia, gdy tylko
się dowiedzą). Kłamstwo ma krótkie nogi, a fakt iż nie znałam wszystkich
szczegółów związku El i Lou, dodatkowo je skracał.
- Panno Rose, pan Black czeka na panią w swoim gabinecie. - oznajmiła Ashley, recepcjonistka nadzorująca
staż Kevina.
Wstałam
i ruszyłam w stronę windy. Drzwi otworzyły się, a z pomieszczenia wyszło kilka
osób. Zostałam sama. Świetnie. Jazda w metalowym pudełku niespecjalnie
przypadała mi do gustu. W samotnej przejażdżce nie pomagał mi też fakt, iż mam
klaustrofobię. Nacisnęłam odpowiedni przycisk i z zamkniętymi oczami
wsłuchiwałam się w głupią melodyjkę lecącą z radia. Chciałam otworzyć oczy, by
móc ocenić swój wygląd w znajdującym się tu lustrze, jednak nie za bardzo miała
ochotę na atak paniki. Po chwili usłyszałam znajomy dzwonek oznaczający
zatrzymanie się windy, i wyszłam na korytarz. Od razu skierowałam się w stronę
biura John’a. Niemalże biegłam, byle by tylko nie natknąć się na Bob’a
składającego mi niemoralne propozycje. Stojąc przed drzwiami mojego szefa,
szybko poprawiłam fryzurę. Kiedy uniosłam rękę by zapukać, drzwi uchyliły się.
John stał po drugiej stronie pokoju z pilotem w ręce. Automatyczne drzwi,
serio?
John
Black jako jedna z najbardziej znienawidzonych przeze mnie osób, był
przystojny, czarujący, onieśmielający, a do tego obrzydliwie bogaty. Uśmiech,
który teraz malował się na jego niebywale pięknej twarzy, przyprawił mnie o
mdłości. John mimo młodego wieku miał wszystko. Władzę, pieniądze, kontakty.
Doskonale zaplanował każdy szczegół z
kariery moich przyjaciół. On jako pierwszy podpisał z nimi kontrakt, wiedział,
że One Direction będzie w stanie odnieść światowy sukces. Jednak wciąż był
okrutnym i bezdusznym mężczyzną, który zmusił swoją narzeczoną do usunięcia
ciąży, bo dziecko mogło zniszczyć jego karierę. To on wpadł na pomysł z dwoma
dziewczynami dla Louis’a. Dodatkowo, ciągle podsycał ogień rozpuszczając plotki
o związku Larry’ego, chociaż dobrze wiedział, że Tomnlinson jest zakochany na
zabój w Eleanor. To on stworzył Zerrie, aby wypromować zespół Pezz. Black wiedział
co i kiedy powiedzieć, był gotowy na wszystko. Był geniuszem.
- Dzień dobry, Rosalie. – jego głos wyrwał mnie z zamyślenia. – Jesteś
zwolniona.
Zastygłam w bezruchu, a moje oczy powiększyły się do rozmiarów piłek do golfa.
- C..co? Czemu?
- Byłaś dobrą Eleanor, ale prawdziwa dziewczyna Louis’a stwierdziła, że jest o
ciebie zazdrosna i postara się pogodzić studia z pracą. Jeżeli chodzi o ciebie Rosalie,
mam inne plany. Chciałbym żebyś była moją dziewczyną. – powiedział Black
- Przykro mi John, ale nie odwzajemniam
two… - zaczęłam, ale nie pozwolił mi dokończyć.
- Na litość boską, nie chcę być z tobą naprawdę! Chcę żebyś u d a w a ł a.
- Co? To nawet lepiej, ale po co miałabym to robić? Poza tym masz dziewczynę. -
odpowiedziałam
- Jeśli chodzi o Natalie, to już przeszłość, więc nie musisz się martwić o moje
życie osobiste.
- A czy chłopcy, oni będą o tym wiedzieć?
- Nie, to zostaje tylko między naszą dwójką tak samo jak ta rozmowa. Masz czas
do soboty, na przemyślanie wszystkiego. Jeśli się nie zgodzisz twoje wypowiedzenie
znajdzie się na moim biurku w poniedziałek, a dobrze wiesz co się z tym wiąże.
Nie ma pracy, nie ma pieniędzy, nie ma studiów.
– powiedział uśmiechając się. – Do widzenia, Rosalie. – nacisnął
odpowiedni przycisk, a drzwi otworzyły się.
Jak
najszybciej wydostałam się z biura mojego szefa i skierowałam do windy. Zastanawiałam
się, co tym razem wymyślił John i dlaczego postanowił mnie w to wmieszać.
Wiedziałam, że jeśli się zgodzę, Harry dowie się o tym i już nigdy nie będzie
ze mną rozmawiać, ale jeśli się nie zgodzę, stracę pracę i studia. Wychodząc z
windy wciąż nie wiedziałam co zrobić. Po opuszczeniu siedziby Modestu, skierowałam
się do samochodu, w którym czekali na mnie chłopcy.
Dwie godziny i przystanek w Tesco
później, byliśmy już w domu. Od razu ruszyłam do kuchni w celu zrobienia
kolacji, podczas gdy chłopcy rozpakowywali zakupy. Przygotowywanie posiłku
zajęło mi dwa razy dłużej niż zazwyczaj, ponieważ na niczym nie mogłam się
skupić. Na samą myśl o poinformowaniu chłopków o rzekomym związku z moim szefem,
miałam ochotę zwymiotować, bo wiedziałam, że nie będą z tego zadowoleni.
- Wszystko gra? – zapytał Liam – odkąd
wyszłaś z biura John’a nie odezwałaś się ani słowem.
- I przypaliłaś kurczaka. Ty n i g d
y nie przypalasz niczego. – powiedział
Harry
- No waśnie, co się dzieje Rosalie? – Louis spojrzał na mnie znad swojego
talerza. – Nam możesz powiedzieć? Tak robią przyjaciele, racja chłopaki?
Okej przysięgam, że moje serce się topi.
- Więc co, teraz zaśpiewamy kumbaya? – prychnął Zayn wstając od stołu, a
następnie wyszedł na taras prawdopodobnie zapalić.
- Pójdę do niego. – mruknął Niall, a
cała reszta wzruszyła ramionami.
- Może znów pokłócił się z Perrie? – powiedział Liam nakładając sałatkę
- Lub po prostu mnie nienawidzi. – stwierdziłam nalewając soku do szklanki.
- Przestań tak mówić, ciebie wszyscy lubią. – uśmiechnął się Harry,
prawdopodobnie nie wiedząc jak bardzo jest cudowny. – Smacznego.
- Co wy na to, aby urządzić małą imprezkę? – krzyknął Louis
kiedy wszyscy usiedliśmy na kanapie wybierając film na dzisiejszy wieczór.
Wciąż
nie wiedziałam co zrobić w sprawie mojego szefa, przez co się denerwowałam, a
głośna muzyka i kilkadziesiąt pijanych osób było ostatnim na co miałam ochotę.
- Wchodzę w to! – powiedział wesoło Niall, a chłopcy pokiwali głowami.
- W takim razie Harry i Niall porozsyłają zaproszenia, Ja i Louis ogarniemy
dom, a wy jedźcie po alkohol i przekąski. – Liam wydał polecenia, a następnie
ciągnąc błagającego o inne zadanie Tomlinsona, wyszedł z pomieszczenia.
Okejj, więc to już 5 rozdział i mam nadzieję, że się podoba :)
bardzo bardzo bardzo dziękuję za 1000 wejść co jest łał, jesteście super <3
dziękuję wszystkim którzy zostawiają komentarze, bo to bardzo motywuje :D